Gmach Sprechera – tak powstawał pierwszy lwowski drapacz chmur

Gmach Sprechera – tak powstawał pierwszy lwowski drapacz chmur

Każdy kto chciał we Lwowie sfotografować pomnik Adama Mickiewicza zauważył pewnie, że ciężko o dobry kadr z pomnikiem ponieważ przy placu “coś jest nie tak”. Pierwszym “nie tak” jest gmach banku z 2005 roku zwany toaletą, drugim jest dziura przy placu w której wkrótce stanie hotel. To jednak nie pierwsze naruszenia wyglądu placu. Pierwszym był stojący tu pod numerem ósmym budynek z lat 1912-1923 zwany Gmachem Sprechera. Gmach budynek projektu Ferdynanda Kasslera od początku budził kontrowersje. Przypominamy o co poszło i sylwetkę słynnego Jonasza Sprechera.

 

Przed budową gmachu Sprechera

Kamienica Ponińskich w 1912 roku. Fot. Domena Publiczna

Niedługo po tym gdy zasklepiono koryto Pełtwi na pl. Mariackim we Lwowie ustawiona została kolumna Adama Mickiewicza. Z początkiem XX wieku spróbowano ochronić wygląd jednego z głównych placów we Lwowie i wydano decyzję o tym, że budynki nie powinny przewyższać monumentu. Sytuacja szybko uległa zmianie.

 
W 1910 roku narożny budynek ul. Hetmańskiej i pl. Mariackiego mieszczący m.in. słynną kawiarnię Monopol Franciszka Heksela założoną w 21 września 1901 roku, kupił jeden z najbogatszych lwowskich żydów Jonasz Sprecher. Trzypiętrowa kamienica należała wcześniej m.in. do słynnego krawca i okultysty Marcelego Gromadzińskiego od którego w 1867 roku kupił ją ks. Kalikst Poniński, stąd budynek zwano później kamienicą Ponińskich. W 1906 roku po śmierci Ponińskiego właścicielem budynku był Hieronim Lubomirski, a od 1909 roku Felicja Lubomirska od której Sprecher kupił budynek i zdecydował o jego wyburzeniu.

 

Poczerniało trochę na placu Maryackim, gdy mu odjęty został długi szereg świateł, padających z poza szyb kawiarni Monopol, od sklepów parterowych i od brylantów wystawionych za szybą jubilera Juliana Dąbrowskiego – ubolewał w swojej książce O szarym Lwowie Franciszek Jaworski w 1917 roku

 

Budynek Sprechera na placu Mariackim (Mickiewicza)

Plac Mariacki w 1925 roku. Fot. Marek Munz, Domena Publiczna

Na zlecenie Sprechera Ferdynand Kassler wykorzystał kilka forteli (np. wykorzystując antresole wysokości piętra) by nową przełomową kamienicę przygotować na granicy prawa. Zaprojektowano bardzo wysoki parter oraz wysoką nadbudówkę nad ostatnim piętrem. W teorii można było wznieść w tym miejscu budynek czteropiętrowy. W praktyce był on znacznie wyższy. Wówczas miał to być najwyższy prywatny budynek we Lwowie. Budowa ruszyła z hukiem i początkowo trwała bez problemów.

 
Wznoszenie budynku zatrzymał wybuch I wojny światowej, ale nie tylko to. Szybko zorientowano się, że budynek narusza obowiązujące przepisy. Już w 1914 roku najznamienitsi architekci lwowscy na czele z dziekanem wydziałów i późniejszym rektorem Politechniki Lwowskiej Tadeuszem Obmińskim oraz kapituła arcybiskupia protestowali głośno przeciw budynkowi. Obawiano się, słusznie z resztą, że budowa tak wysokiego gmachu zasłoni widok na Katedrę Łacińską. Publiczne protesty zatrzymały budowę budynku ale nie na długo.

 

Ja nie budowałem przeciw ustawie, tylko ponad ustawę – brzmiał jeden z “aforyzmów Sprechera”


 
W 1917 roku lwowska rada miejska przegłosowała decyzję o możliwości kontynuacji budowy pod warunkiem tego, że Sprecher ograniczy wysokość swojego “drapacza chmur” do 24 metrów. Ostatecznie i tak tego nie zrobił rozpoczynając niezbyt estetyczną zabudowę placu ciągnącą się aż do dzisiejszych czasów.

 
Budynek oddano do użytku w 1922 roku i mimo początkowych kontrowersji cieszył się raczej uznaniem. Początkowo planowano przeznaczenie parteru na sklepy i lokale usługowe, a pięter na hotel. Planu tego ostatecznie nie zrealizowano. Miały tu swoje siedziby znane firmy takie jak naftowy koncern Małopolska, magazyn futer Braci Roth, Foto-Radio-Palace, sklepy z ubraniami, biura, konsulaty oraz słynna Apteka Mariacka dr. Stefana Stenzla projektu Henryka Zaremby z rzeźbami Piotra Wójtowicza w stylu neoempire i neobiedermeier, której wnętrza zachowały się do dziś, chociaż niewiele brakowało, by bezpowrotnie je zniszczono.

 

 
Pierwszy lwowski wieżowiec, neoklasyczny Gmach Sprechera był pierwszym budynkiem wyposażonym w dwie szybkie windy elektryczne. Patrząc na budynek warto zwrócić również uwagę na płaskorzeźby w formie gadów wykonane przez Zygmunta Kurczyńskiego, przepiękne barierki i wnętrza klatek schodowych.

 
Po wojnie na szczycie fasady budynku umieszczono ogromny portret Stalina wpisany w pięcioramienną gwiazdę. W dzisiejszych czasach nazwa Gmach Sprechera nie pojawia się podobnie jak Pasaż Hausmana, Kamienica Królewska Jana III Sobieskiego, Kasyno Szlacheckie czy Kopiec Unii Lubelskiej. Na budynek przy dzisiejszym pl. Mickiewicza 8 mówi się Dom książki. Za nim, by już doszczętnie zepsuć widok w okolicach czoła Wałów Hetmańskich, wstawiono budynek z wielkiej płyty.

 

Jonasz Sprecher – kim był najbogatszy właściciel lwowskich realności?


 
Od samej historii pierwszego lwowskiego “drapacza chmur” znacznie ciekawszą jest sylwetka jego właściciela na którego zlecenie niedługo później wzniesiono również, jeszcze wyższy, modernistyczny gmach przy ul. Akademickiej. Jonasz (Jojne) Sprecher (Szprecher) przez niektórych nazywany lwowskim odpowiednikiem Ebenezera Scrooge’a z powieści Charlesa Dickensa. Przez innych zwany był “małym człowiekiem od wielkich interesów”. Wokół postaci właściciela budynków oraz firmy zajmującej się handlem żelaznym pojawiały się we Lwowie wręcz legendy. Mówiono, że Jonasz Sprecher nigdy nie jeździ tramwajem bo szkoda mu na bilety, a jadać miał jedynie ziemniaki z olejem. Faktem jest, że często poruszał się w towarzystwie służącego i – co raczej nie dziwne – posiadał wręcz armię prawników.

 

Nie jestem biedny, to prawda. Mam kilkanaście kamienic we Lwowie i wczoraj właśnie zakupiłem grunta pod budowę nowej. Na ulicy Akademickiej, obok cukierni Welza. Ładny plac, dotychczas niezabudowany, szkoda go było… Mój ojciec był już bogaty, ale ja jestem bogatszy. Mam kilkanaście kamienic. Dużo wydatków, podatki, utrzymanie blisko 20-tu stróżów, dzieci… – mówił w rozmowie z dziennikarzem lwowskiej Chwili 2 stycznia 1927 roku

 

Widok na nowy Gmach Sprechera projektu Ferdynanda Kasslera z lat 1928-1929 przy ul. Akademickiej 7

Jonasz Sprecher przyszedł na świat we Lwowie w 1861 roku w ortodoksyjnej kupieckiej rodzinie żydowskiej. Na początku XX wieku objął kierownictwo rodzinnej hurtowni artykułów żelaznych, którą prowadził do 1925 roku. Zajmował się nie tylko zbieraniem czynszów. W 1932 roku podpisał porozumienie z przybyłym z Warszawy Franciskiem Moszkowiczem kierownikiem i współwłaścicielem słynnego lokalu Adria o otwarciu filii na ostatnim piętrze drugiego Gmachu Sprechera przy Akademickiej. Obydwa gmachy Sprechera można zobaczyć na nocnych zdjęciach przedwojennego Lwowa. Dryg do biznesu szybko przyniósł mu wymierne korzyści pozwalające nie tylko na budowę lwowskich drapaczy chmur. Na podwórzu swojej kamienicy przy ul. Kazimierzowskiej 47 ufundował własny dom modlitewny.

 

Śliczna bożnica. Za własne pieniądze. Ale modlą się w niej i inni ludzie, obcy także – mówił Chwili w styczniu 1927 roku

 

Pomnik Adama Mickiewicza, Lwów
Inwestor był jednym z fundatorów powstania Domu Pomocy Społecznej, jednym z założycieli Towarzystwa Warsztatów Rękodzielniczych dla dziewcząt żydowskich czy internatu dla osieroconych dziewcząt żydowskich. Co roku z okazji Paschy Szprecher udzielać miał moratorium czynszowego dla lokatorów jego budynków. Z okazji urodzin wnuka w listopadzie 1927 roku ufundował 200 obiadów w schronisku dla bezdomnych przy ul. Boimów 29. Z jednej strony filantrop o wielkim sercu, a z drugiej postać dość kontrowersyjna. W gazecie Sprawiedliwość z 10 października 1932 roku czytamy o wydarzeniach rozgrywających się w bożnicy Sprechera w dniu święta Jom Kipur.

 

Zdarzył się w trakcie modlitwy niebywały wprost incydent. Modlący się na honorowem miejscu p. Sprecher zobaczył, że wśród modlących biedaków stoi niejaki Barach, podupadły kupiec, z którym jest z powodu niepłacenia przezeń czynszu w procesie. Mimo iż był to dzień ogólnego przebaczenia polecił p. Sprecher, człowiek uchodzący za bardzo pobożnego, służbie bożniczej, by wyprowadziła śmiałka, który (…) śmiał wejść w progi “jego bożnicy” – opisuje gazeta

 

Rzeźba na Wałach Hetmańskich, Lwów

 
O ile można sądzić, że artykuł mógł być podszyty nutą antysemityzmu o tyle podejrzeń o jakiekolwiek drugie dno nie można mieć w stosunku do sytuacji z 7 kwietnia 1933 roku. Niedługo przed żydowskimi świętami w kamienicy Sprechera przy św. Anny 3 doszło do eksmisji bezrobotnego i przykutego do łóżka lokatora o nazwisku Laks.

 

Wczoraj na oczach licznie zebranej publiczności wyniesiono rzeczy Laksa, które złożono w magazynie. Bezrobotny inkasent pozostał bez dachu nad głową. Nieszczęśliwy lokator ma żonę i dziecko. Na same święta – pozostał na bruku – opisywał dziennik Chwila

 
Eksmisja do której doszło przed świętami wzbudziła spore kontrowersje również wśród społeczności żydowskiej, bowiem eksmitowany również był żydem. “Powszechnie czyniono Sprecherowi zarzuty, że eksmitował współwyznawcę przed świętami i podkreślono z uznaniem postępowanie innego właściciela, który uzyskawszy przeciw swemu lokatorowi eksmisję z terminem przed świętami z własnej woli dołożył starać, by komornik termin eksmisji przesunął na czas po świętach” – wyjaśnia Echo Społeczne z 1 maja 1933 roku. Przy okazji eksmisji wyciągnięto Sprecherowi, że… sam nie opłaca czynszu za magazyn do którego trafiają rzeczy eksmitowanych.

 
Po I wojnie światowej zarzucano Sprecherowi lichwę mieszkaniową. Jeden z najbogatszych mieszkańców Lwowa trafił przed sąd i został skazany przed sąd pierwszej instancji w marcu 1923 roku na dwa miesiące więzienia i grzywnę 2 milionów marek. Sąd drugiej instancji w październiku podtrzymał wyrok skazując Szprechera na 2 miesiące aresztu i 30 milionów grzywny. “Hiena paskarska” – grzmiały wówczas niektóre z lokalnych gazet. Sprawa ostatecznie trafiła przed Najwyższy Sąd w Warszawie, który skierował ją do ponownego rozpatrzenia. W czerwcu 1925 roku właściciela drapacza chmur ostatecznie uniewinniono.

 
ul. Boimów, Lwów
 
Przyzwyczajony do sal sądowych Sprecher musiał bronić się również w głośnym procesie, który wytoczono mu po wypadku do którego doszło w lutym 1935 roku w Galerji Mariackiej w cukierni Dudka. Na dwóch adwokatów siedzących przy stoliku przez przeszklony dach spadła bryła lodu. Proces karny zakończył się dość szybko uniewinnieniem właściciela realności. W sprawie cywilnej adwokaci żądali w sumie 120 tysięcy złotych odszkodowania. Po długo trwającym procesie w lipcu 1937 roku uznano, że Jonasz Sprecher musi zapłacić Battlerowi 7600 zł odszkodowania. Właściciel najbardziej okazałych prywatnych budynków we Lwowie starał się żyć życiem niezwykle spokojnym.

 

Wszystko zawsze na zimno. Dostałem raz telegram od synowej. Miałem czas. Otworzyłem go dwa dni później. I co pan myśli: doniesiono mi w telegramie, że zostałem dziadkiem. Dobrze… A raz miałem proces. Grodziło mi dwa miesiące aresztu. No, jakoś Pan Bóg dał, że Sąd Najwyższy odrzucił ten wyrok. Co do wyroku Sądu Najwyższego, telegrafował mi mój adwokat warszawski. I wtedy ten telegram – nie wiedziałem bowiem o co chodzi – trzymałem w kieszeni kilka godzin. Jak już panu mówiłem, mam na wszystko czas To zdrowa zasada. Niczem się nie denerwować, a Pan Bóg już da, że będzie lepiej – wyjaśniał swoją postawę lwowski milioner

 
Ul. Rutowskiego, Lwów
 
Niestety – branie życia na spokojnie, niechęć do wyjazdów i podróży, dobre doświadczenia z rosyjskiej okupacji Lwowa podczas I wojny światowej i sędziwy już wiek doprowadziły prawdopodobnie do tragedii Sprechera. Już w 1933 roku nieprzychylny milionerowi artykuł Echa Społecznego kpił z używania przezeń języka niemieckiego.

 

Rozprawa skończona. P. Sprecher żegna się z adwokatami rozmawiając z nimi na odchodnem również w języku niemieckim. Dlaczego wciąż po niemiecku, panie Sprecher, a nie po polsku lub po żydowsku? Wszak dziś wszyscy bojkotujemy państwo Hitlera, unikajmy więc, gdzie tylko można języka niemieckiego – kpił artykuł Echa Społecznego z 1 maja 1933 roku

 
Gmach Sprechera Lwów
 
W 1933 roku bogaty lwowski przedsiębiorca nie mógł wiedzieć, że obawy zawarte w niechętnym mu artykule Echa Społecznego należy traktować bardzo poważnie.

 

Nie lubię jechać. Zresztą nie potrzebuję tego. Mam zasadę, że w domu najlepiej. Człowiek przynajmniej może przypilnować własnego. Otóż jak Austryjacy uciekali, to radzili mi także uciekać. Ale zostałem. Bo pomyślałem sobie: Moskale nie prowadzą przecież wojny ze Sprecherem, tylko z Austrją, więc co oni mi złego zrobią. I jakoś się żyło. I da Bóg, będzie się żyć dalej – mówił w rozmowie z Chwilą w 1927 roku

 
Gmach Sprechera Lwów
 

Dokładne okoliczności śmierci Jonasza Sprechera są nieznane ale według większości dostępnych źródeł właściciel pierwszych lwowskich “drapaczy chmur” w istocie nigdzie nie wyjechał. Prawdopodobnie zginął w lwowskim gettcie w 1942 roku w wieku 81 lat. Bez wątpienia był jedną z osób, które na wiele dziesięcioleci wpłynęły na kształt Lwowa.
 
Polecamy również:


Powiązane wpisy