Pełtew we Lwowie. Historie podziemnej tajemnicy miasta

Pełtew we Lwowie. Historie podziemnej tajemnicy miasta

Praktycznie każde ważniejsze historycznie i ważne turystycznie miasto położone jest nad rzeką. Praga ma swoją Wełtawę, Budapeszt Dunaj, Londyn Tamizę, Kraków Wisłę, a Lwów? We Lwowie na pierwszy rzut oka jest nieco inaczej, chociaż przez miasto również przepływa rzeka. Mówiąc ściślej nie przez, a pod miastem. W XIX wieku koryto rzeki przepływającej przez Lwów ukryto pod ziemią. Przybliżamy czasy zasklepienia Pełtwi we Lwowie.

 
Fot. w nagłówku: NAC; syg. 1-G-4543-3.
 

W historii Lwowa wiele było ważnych wydarzeń, które na wieki zmieniły jego losy. Ważnym było lokowanie miasta przez Kazimierza Wielkiego 17 czerwca 1356 roku, któremu zawdzięczamy m.in. obecne położenie lwowskiego Rynku czy rozpoczęcie umacniania miasta fortyfikacji z prawdziwego zdarzenia, ale na współczesny kształt wpłynęły też inne decyzje.

 

W nieco bardziej współczesnej historii miasta była to Powszechna Wystawa Krajowa w 1894 roku z okazji której we Lwowie pojawił się pierwszy tramwaj elektryczny czy pierwsza kolejka linowa. Zanim jednak do tego doszło o losach miasta decydowało jeszcze kilka wydarzeń. Jednym z ważniejszych i odważniejszych posunięć urbanistycznych we Lwowie było zabudowanie koryta przepływającej przez miasto rzeczki.
 


Pełtew – rzeka która przepływa przez Lwów

Widok Lwowa w stronę krakowskiego przedmieścia około 1840 roku, Piotr Piller

Pełtew, dopływ Bugu, jest niewielką rzeką o długości około 70 kilometrów. Rzeka teoretycznie mająca swoje źródło w Żelaznej Wodzie pod Lwowem zasilana jest tak naprawdę przez bardzo liczne mniejsze potoki mające swoje źródła w najbliższym otoczeniu Lwowa. Rzeczka leniwie przepływała w pobliżu lwowskich murów miejskich przez setki lat. Pisząc o rzekach i ciekach wodnych w starym Lwowie warto zwrócić uwagę również na to, że dzisiejszy kształt miasta w dużej mierze dostosowany jest do miejsc przepływu dawnych strumyków.

 


 

Pełtew jeszcze otwarcie płynęła, a przy tym wyobrazić sobie należy wały nie tylko z imienia ale i w rzeczywistości – to znaczy nasyp wyższy od dzisiejszych szkarpów, pogłębiony z jednej strony korytem Pełtwi, a z drugiej oddzielony od miasta głębokim rowem nasyp na który wchodziło się po schodkach – opisuje wygląd dawnego Lwowa Dziennik Polski z 25 kwietnia 1938 roku

 

Potok Pełtwi nigdy nie był potokiem wartkim. Niewielki spadek i przepływ rzeki sprawił, że tworzyła ona mokradła stanowiące naturalną barierę chroniącą Lwów. To co z jednej strony mogło się przydać bywało również przekleństwem. Już w 1621 roku Zygmunt III mający rezydować w Niskim Zamku we Lwowie stwierdził, że lepiej będzie przenieść się z daleka od cuchnącego potoku. Nie tylko przykra, zwłaszcza latem, woń Pełtwi była problemem. Rzeka była również powodem zagrożenia epidemiologicznego i siedliskiem owadów.

 

Lwów przyzwyczajony do spokojnych wód Pełtwi ośmiokrotnie (w 1511, 1514, 1617, 1770, 1811, 1843, 1853 i 1872 roku) stał się ofiarą powodzi do której doprowadziło wezbranie wód w rzece i jej dopływach. Pełtew do której trafiały ścieki z miasta była prawdziwą bombą zegarową.

Rozsiewa na całą naszą okolicę jakby z rogu obfitości truciznę, zaszczepiając po drodze między biednym narodem chorobliwe zarodki, co najwybitniej dowodzi tegoroczna epidemia we wszystkich przyległych jej miejscowościach – wyjaśniała Gazeta Narodowa pod koniec XIX wieku

 

Przez lata jedynym wyjściem było po prostu pogodzenie się z tym jak jest. W XIX wieku zdecydowano jednak o konieczności zasklepienia koryta Pełtwi. Efektem tego jest kształt Lwowa, który znamy obecnie w którym rzeka ukryta jest pod stopami niczego nie świadomych turystów.

 

 


Zasklepienie Pełtwi

Widok z mostu kolejowego w stronę centrum. Późniejsza ul. Pełtawna

 

Proces zasklepienia rzeki znajdujące się dziś pod ul. Akademicką i słynnymi Wałami Hetmańskimi był procesem składającym się z kilku etapów. Pierwszy etap odbył się przy okazji budowy Teatru Skarbkowskiego, którego budowa notabene również była dużym wyzwaniem architektonicznym. Gmach ulokowany na podmokłym gruncie wzmocniono 16 tysiącami dębowych bali wbitych w ziemię by ustabilizować konstrukcję.

 


 

W przyszłym tygodniu rozpocznie się budowa teatru hrabiego Skarbka i zasklepienie rzeki Pełtwi – informowała Gazeta Lwowska z 9 kwietnia 1839 roku

Prace nad wpuszczeniem rzeki do kanałów szybko spotkały się z uznaniem mieszkańców miasta.

 

Kto we Lwowie od lat 30 niebył, ledwie go pozna, a gdy się rozpatrzy w niejednej zmianie i upiększeniu, nie dziw że się zaduma. Najprzód nie ujrzy już tych wałów, ciągnących się niegdy po nad brudnawą Pełtwią; zniesione są od dawna, a w ich miejscu widzimy dziś najdogorniejsze spacery i piękne plantacye. Pełtew w dwóch miejscach zasklepiona mianowicie od szerokiej ulicy wstecz od hotelu rosyjskiego i znów na Krakowskim wzdłóż gmachu teatralnego hrabiego Skarbka – czytamy już w Przyjacielu Domowym z 7 września 1855 roku

 

Zasklepienie Pełtwi w okolicach miejsca w którym niedługo później wzniesiono Teatr Wielki

Sama rzeka nie budziła pozytywnych skojarzeń wśród mieszkańców Lwowa. Pełtew błyskawicznie stała się obiektem drwin i żartów. Temat rzeki często pojawiał się w satyrycznym lwowskim piśmie Szczutek. W Dzienniku Literackim z 27 czerwca 1862 roku znalazł się artykuł opisujący problem nadania nowej nazwy dla dziennika ministerialnego Donauzeitung. Niektórzy proponowali Pełtew-zeitung.

 

Nazwa Pełtew przypomina wszystkim brzydkie powonienie, i gotowi by ją przezwać potem: Śmierdzącą gazetą, co by niekorzystną było rekomendacją

 

Praca nad zasklepieniem Pełtwi przy pl. Ferdynanda (późniejszy pl. Mariacki, pl. Mickiewicza)

Dzięki zasklepieniu koryta przepływającej przez Lwów rzeki uzyskano nowe przestrzenie. Powstał pl. Ferdynanda i plac teatralny, a dwie ulice ciągnące się nad zasklepioną rzeką uzyskały reprezentacyjne miano. Początkowo na krótko nazwano je imieniem Karola Ludwika. Nazwa szybko została zastąpiona nazwą bardziej pasującą do natury Lwowa i już od 1861 roku gdy ustawiono tu pomnik hetmana Stefana Jana Jabłonowskiego.
 
Reprezentacyjny ciąg nosił nazwę Wałów Hetmańskich składających się później z ul. Legionów i Hetmańskiej. To właśnie przez przepływającą tędy rzekę pomnik Adama Mickiewicza we Lwowie stoi w tym miejscu w którym dziś stoi. Wcześniej na niewielkim rozwidleniu Pełtwi ustawiona była figura NMP o której historii już wcześniej pisaliśmy.

 


 

Ktokolwiek będziesz w nadpełwiańskim grodzie,
Wjechawszy w rogatki miasta,
Pomnij się przyjrzeć ciekącej tam wodzie
Co wkrótce zniknie i basta – śmiano się w 1888 roku

 

Powstanie reprezentacyjnego ciągu oraz znaczne poprawienie sytuacji we Lwowie zbiegło się z planami budowy nowego, reprezentacyjnego gmachu teatru we Lwowie. Miejsce w którym powstać miał najbardziej charakterystyczny po dziś dzień budynek Lwowa zwany dziś operą lwowską wymagało wcześniejszego przygotowania i dalszych prac nad regulacją Pełtwi.
 

Zasklepione koryto Pełtwi. Fot. NAC; syg. 1-G-4543-2

 

W Tygodniku Ilustrowanym z 4 lutego 1888 roku opublikowano artykuł będący swoistym epitafium dla płynącej przez Lwów rzeki.

 

Pozostało zaledwie jeszcze kilkadziesiąt metrów w obrębie tak zwanych Hetmańskich Wałów, dotąd niezakrytych, ale i ta reszta w bielącym roku zupełnie już będzie zasklepioną! Ile te roboty przyczynią się do zmiany fizyognomii tej głównej części naszego miasta przez którą Pełtew przepływa, ten może mieć tylko wyobrażenie, kto pamięta ulicę Akademicką, tak jak ona jeszcze dwa lata temu wyglądała, i porówna ją z dzisiejszym jej stanem – zachwalał Tygodnik Ilustrowany

Plany były odważne ale niestety – nie obyło się bez problemów. Pewien fragment zbudowanego kanału zawali się i data ukończenia odważnej i przełomowej inwestycji musiała zostać odłożona w czasie.

 

Uregulowane koryto Pełtwi i most na Zamarstynowie w 1929 roku. Fot. NAC; syg. 1-G-3338

Wypadek zawalenia się w niedzielę na długości do 11 metrów nowo wybudowanego koryta Pełtwi na placu Gołuchowskich, gdzie ma stanąć nowy teatr, i że nadto się rysują dalsze partye przesklepionego koryta, przypisują bądź przedsiębiorstwu budowy, bądź miejskiemu urzędowi budowniczemu. Naszem zdaniem winien tu jedynie grunt grząski o niejednostajnej właściwości geologicznej (…). Zasklepianie Pełtwi trzeba będzie odłożyć do wiosny, co spowoduje nowa koszta i odroczenie budowy nowego teatru. Otóż, gdy już będziemy mieli odpowiedź na pytanie: kto winien? – domagać się jeszcze będziemy odpowiedzi na pytanie: kto zapłaci? – pytała Gazeta Narodowa w kronice z 17 listopada 1896 roku.

 

Na szczęście Lwów miał wystarczające fundusze na to, by dokończyć ciągnącą się od lat regulację rzeki stopniowo wpuszczanej do miejskiej sieci kanalizacyjnej, która od 1879 roku rozrosła się z 15 do 82 kilometrów w roku 1910 i ponad 150 kilometrów w dniu wybuchu II wojny światowej.

 


 

Zasklepienie Pełtwi spotkało się z gorącym przyjęciem mieszkańców chociaż już na kilka lat przed I wojną światową pojawiły się głosy krytyków rozwiązania. Krytyków, którzy pewnie nie pamiętali zapachów roznoszących się nad rzeką jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej.

 


Historie z podziemnego Lwowa

Po zerwaniu kajdan zaborcy praca nad regulacją rzeki w okolicach Lwowa wciąż trwała i ostatecznie zostały zakończone dopiero około lat 30-tych ubiegłego wieku. Przeniesiona pod ziemię rzeka wraz z jej niewielkimi dopływami, które również wpuszczono w kanały szybko stała się zupełnie odrębnym organizmem oddzielonym od miasta dosłownie i w przenośni. Zadomowiły się tam rzesze szczurów, ale nie tylko one wykorzystywały rozbudowaną siatkę kanałów.

 

Zejście do kanałów zasklepionej Pełtwi nie było zadaniem specjalnie trudnym. Warto pamiętać, że zejście do kanałów jest nielegalne i śmiertelnie niebezpieczne zwłaszcza w czasie dużych opadów oraz w miesiącach w których liczyć się można z nagłym oberwaniem chmury.

 


 

W czasach międzywojennych kanały ściągały “menelarzy” przewrotnie nazywanych “poławiaczami pereł”. Chodziło oczywiście o osoby, które w niezbyt szybkim nurcie Pełtwi połączonej z miejskim systemem kanalizacyjnych poszukiwały kosztowności, które z dłoni bogatych mieszczanek lwowskich domów wpaść mogły przez nieuwagę do toalety. Kanały przyciągały do siebie również wyjętych spod prawa.

 

Czasem ciszę podziemi zakłócają kroki robotników i dozorców, a czasem w nocnej porze rozmaite typy z policyjnego albumu przestępców nawiedzają podziemia, aby daleko pod domy, sklepy i magazyny sięgającymi bocznymi kanałami zorganizować wypad i z łupem ujść w bezpieczne miejsce – opisuje Dziennik Polski z 19 listopada 1937 roku

 

 
Pozostające poza wzrokiem zwykłych mieszkańców Lwowa kanały na wyrywki patrolowała dobrze przygotowana do tego zadania policja. Chociaż autor artykułu z Dziennika Polskiego popuścił wodzę fantazji. Każdy kto zszedł do kanałów Pełtwi we Lwowie zdaje sobie sprawę z szumu przepływającej wody, który dodatkowo odbija się od ścian kanałów oraz z tego że to w końcu kanały. A kanały mają to do siebie, że w nich śmierdzi.

 

Ubrani są w specjalny strój z nieprzemakalnej materji, w wysokie gumowy buty, sięgające niemal pasa, a na plecach w tornistrze mają motorek elektryczny, z którego przewody prowadzą do umocowanej na przodzie bardzo silnej lampy elektrycznej z reflektorem, w ich kieszeniach tkwi naturalnie nabita broń – relacjonuje Dziennik Polski

 


 

Według relacji Dziennika Polskiego najłatwiejszym zadaniem było patrolowanie odcinków zasklepionej Pełtwi bowiem te kanały są szerokie, a chodniki na ich brzegach szerokie, suche i względnie bezpieczne. Do koryta zasklepionej rzeki prowadzą również wąskie i niezbyt czyste odnogi lwowskiego systemu kanalizacyjnego, które również patrolowano w dwudziestoleciu międzywojennym. Przez całe miasto przepływa rzeka Pełtew, która ma liczne dopływy. Z każdej kamienicy jeden – śmiano się pod koniec lat 30-tych.  Za ich pośrednictwem dokonywano też włamań.

 

Jedne z nich mają tak wysokie bankiety i tak oślizłe, że bezpieczniej już iść korytem kanału i brodzić powyżej kostek w wartkim nurcie płynącego zlewu. Tak np. w czasie kontroli kanału wiodącego z parku im. Kościuszki w kierunku ul. Brajerowskiej i dalej na pl. Solskich – wyjaśnia gazeta

 


Lwowskie kanały ratunkiem w czasie wojny

Woda spływająca z kanału ściekowego. Fot. NAC; syg. 1-G-4543-4
Woda spływająca z kanału ściekowego. Fot. NAC; syg. 1-G-4543-4

Lwowski system kanalizacji połączony z przepływającą pod miastem Pełtwią przydawał się nie tylko włamywaczom. W czasie II wojny światowej lwowska kanalizacja była wykorzystywana m.in. przez obywateli wyznania mojżeszowego, którzy szukali tu schronienia przed Niemieckimi represjami. Najsłynniejszą grupą ocalałych z getta jest grupa w której znalazła się urodzona w 1935 roku Krystyna Chiger, która wraz z rodziną ukrywała się w lwowskich kanałach przez 14 miesięcy.

 


 

W kanałach ukrywało się przynajmniej 20 osób, rodzinie Chiger początkowo za opłatą pomagał Leopold “Poldark” Socha, lwowski kanalarz i drobny złodziejaszek. Gdy grupie Żydów skończyły się pieniądze wraz z Socha oddał część pieniędzy by pozostali kanalarze wiedzący o uciekinierach – Stefan Wróblewski i Jerzy Kowalow wciąż myśleli, że grupa opłaca swoją kryjówkę w kanałach.

 

Uratował 10 osób. A przecież nawet za minimalną pomoc Żydom groziła śmierć. Mógł wziąć od nas pieniądze i już nigdy nie przyjść. Zostawić samych sobie albo wydać Niemcom. Ale nie. Przez 14 miesięcy był z nami – mówiła Krystyna Chiger w rozmowie z Newsweekiem w 2011 roku

 

Dla mieszkających w kanałach stały się one całym światem. Miejscem w którym rozgrywały się dramaty w postaci uduszenia nowonarodzonego dziecka i… nawiązywały miłości. Po wojnie pobrały się dwie pary, których miłość rozkwitła w lwowskich kanałach. Leopold Socha zginął zaś w maju 1946 roku ratując córkę przed rozjechaniem przez radziecką ciężarówkę w Gliwicach. W 1978 roku odznaczono go pośmiertnie odznaczeniem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

 


 

Więcej o historii lwowskich kanałów w czasie II wojny światowej przeczytać można w autobiograficznych książkach “Dziewczynka w zielonym sweterku” wspomnianej wyżej Krystyny Chiger, Świat w mroku jej ojca Ignacego Chigera oraz w książce “W kanałach Lwowa” autorstwa Roberta Marshalla z 1991 roku.

 

Lwowski system kanalizacyjny nie zmienił się zbytnio od czasów międzywojennych więc również i dziś można zejść do kanałów i do samej rzeki. Powstała grubo ponad 100 lat temu kanalizacja miasta Lwowa w której ciąg włączone zostało zasklepione koryto rzeki do dziś jest problemem. Również i dla Polski, która zanieczyszczana jest wodami wpadającymi później do Bugu.

 

 


Pełtew i kanalizacja Lwowa obecnie

Współcześnie większość ciągów wodnych we Lwowie znajduje się w ciągach poprowadzonych pod ziemią. Rzeka włączona jeszcze przed I wojną w ciąg systemu kanalizacyjnego Lwowa do dziś w nim pozostaje. Przez szmat czasu nikt nie zastanawiał się nad zgubnym wpływem wiekowego rozwiązania na środowisko. W chwilach obfitych deszczy wody z systemu kanalizacji mieszają się z wodami zasklepionej Pełtwi. Lwów truje więc Bug, a następnie Wisłę i Bałtyk.

 

Według raportu NIK z 2016 roku stan wody w Bugu oceniano jako zły. Główną przyczyną tego faktu były ścieki z Ukrainy stanowiące największą część zanieczyszczeń rzeki. Polska została postawiona pod ścianą. 3 lata temu NIK zaproponował przygotowanie projektu, którego celem miała być modernizacja systemu oczyszczania ścieków Lwowa i okręgu Lwowskiego. Stąd też w 2017 roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zdecydował o dofinansowaniu ukraińskiej oczyszczalni ścieków pożyczką w wysokości 100 mln złotych oprocentowaną na 1-2%. Całkowity koszt inwestycji szacowano wówczas na 200 mln euro.

 

Większość turystów podziwiających kolumnę Adama Mickiewicza i spacerujących Wałami Hetmańskimi nie zdaje sobie sprawy z tego, że pod ich stopami przepływa rzeka. Płynąca pod Lwowem rzeka jest atrakcją jednej z “emotional restaurants” w której obraz z kamery umieszczonej w kanale zobaczyć można na ekranie telewizora.

 
Podobno wejście do kanałów jest możliwe w kilku miejscach we Lwowie podobno istnieją też osoby, które pomogą w zejściu do kanałów. Zejście do kanałów Pełtwi jest ekstremalnie niebezpieczne i grozi nawet śmiercią zwłaszcza gdy spływa do nich deszczówka z lwowskiej ulicy. Po ulewie kanałami spływa 400 do 60 tys. litrów wody na sekundę, które zmieniają spokojny śmierdzący strumień w prawdziwą pułapkę.

 
Polecamy również: