Tak zginął Stefan Poliński “Człowiek Mucha”. 15 stycznia 1928 we Lwowie

“Przyjechał do Lwowa taki Człowiek-Mucha, wlazł na Teliczkową i wyzionął ducha” – brzmi słynna lwowska piosenka, której autorstwo mylnie przypisywane jest Marianowi Hemarowi. Humorystyczna piosenka powstała w reakcji na tragiczny wypadek do którego doszło w niedzielę 15 stycznia 1928 roku we Lwowie. Z kamienicy Segala na budynek przy Akademickiej 6 mieszczący pokój do śniadań i skład Zofii Teliczkowej przejść miał Stefan Poliński, słynny międzywojenny akrobata. Jest wysoko, no jest wysoko – mógł pomyśleć krótko przed ostatnim w życiu upadkiem.

Wczoraj w porze obiadowej produkował się przy ul. Akademickiej “człowiek-mucha” Poliński, który z zadziwiającą zręcznością i łatwością wdrapywał się na piętrowe gmachy. Produkcje fenomenalnego gimnastyka wzbudziły ogólny podziw. W niedzielę odbędą się produkcje Polińskiego, które zdjęte zostaną na taśmę filmową – zapowiadał lwowski dziennik Chwila w niedzielę 15 stycznia 1928 roku

Kim był Stefan Poliński?

Stefan Poliński przyszedł na świat w dosyć bogatej rodzinie. Ojciec akrobaty był właścicielem stolarni zatrudniającej 126 osób. Młodzieniec nie miał zamiaru pracować w sposób zwykły dla współczesnych mu ludzi i od początku sprawiał problemy wychowawcze przez które wydalono go z gimnazjum. Jako 13-latek po śmierci matki okradł ojca i dotarł na statek płynący do Ameryki. Umiejętności akrobatycznych nauczył się od marynarzy wspinających się na maszty.

Mogę fruwać z dachu na dach, z domu na dom, z balkonu na balkon itd. Przyszedłem to właśnie zademonstrować. Jestem Polakiem, urodziłem się w Bielsku na G. Śląsku. Mam lat 23 nieskończone. Nazywam się Stefan Poliński – przedstawiał się w rozmowie z dziennikarzami warszawskiego ABC w sierpniu 1927 roku

Podróż do wymarzonej Ameryki nie udała się Polińskiemu. Młodego chłopca nie wpuszczono do upragnionych Stanów Zjednoczonych, internowano w ośrodku przyjmowania imigrantów na Ellis Island w porcie w Nowym Jorku. Poliński miał pecha bowiem jedynie około 2% przebywających w ośrodku zostawało z niego odprawionych z kwitkiem. Młody chłopak wrócił do Europy. W Hamburgu zaciągnął się do cyrku Hagenbecka, następnie do kilku innych.

Wielki przełom w karierze Polińskiego nastąpił przypadkowo. W Hamburgu na planie jednego z filmów miał rzucić się do wody akrobata. W ostatnim momencie zrezygnował. Słynny Harry Piel poprosił więc o skok Polińskiego, który za swój popis otrzymał 1000 marek. Akrobata trafił później do Berlina z którego ruszył do Pragi, aż wreszcie znalazł się znów w Polsce.

Zakopuje się żywcem na 15 minut do ziemi. Rozrywam łańcuchy w ciągu kilku minut. Na piersiach kładę wielkiej wagi kamienie, skaczę z najwyższej wysokości na balkony, w walce skręcam kark każdemu bykowi – chwalił się Poliński w rozmowie z warszawskim ABC

Poliński występujący pod pseudonimem Ralf Ursus Stefano robił nie tylko to. Skakał między lecącymi samolotami w Pradze i Warszawie, zatrzymywał jadące samochody, przeskakiwał z mostów na jadące pociągi, łamał deski na głowie, ale przede wszystkim chodził po wysokich budynkach.

Znany już w całej Europie akrobata rywalizował o tytuł najlepszego “Człowieka-Muchy” z Feliksem Nazarewiczem z Krakowa. Obydwaj panowie często odwiedzali różne miasta w Polsce by dawać pokaz swoich umiejętności. W czasach w których nie było Netflixa i smartfonów ludzie musieli zadowalać się nieco innymi rozrywkami. Takimi jak chociażby ekstremalne występy na które trzeba było wykupić bilet.

Człowiek-Mucha we Lwowie

Ul. Akademicka, Lwów. Fot. domena publiczna
Ul. Akademicka, Lwów. Fot. domena publiczna

Stefan Poliński miał początkowo popisywać się na budynku Hotelu Żorża, ale miejska policja nie wyraziła na to zgody. Ostatecznie stanęło na dachy kamienic przy d. ul. Akademickiej. Swój występ przed wielotysięczną publicznością rozpocząć miał przejściem na linie rozpiętej między dwoma budynkami na początku ulicy.

Poliński zdecydował się na przejście bez siatki zabezpieczającej. Chciał przejść z kamienicy Segala na dom pod numerem 6 mieszczący słynny we Lwowie pokój do śniadań. Biletowany popis z którego część dochodu miała zostać przeznaczona na rzecz LOPP planowany był na południe. Rozpoczął się około 13:00.

Ul. Akademicka. Po lewej widoczny szczyt kamienicy Segala
Ul. Akademicka. Po lewej widoczny szczyt kamienicy Segala

Po rozrzuceniu reklamowanych czekolad z fabryki lwowskiego producenta Jana Höflingera prowadzonej wówczas przez Tadeusza Höflingera przy dźwiękach orkiestry wojskowej rozpoczął się show Polińskiego. Trudna sztuka przejścia między budynkami udała się i tylko centymetry zadecydowały o tym, że dziś czytacie ten artykuł. Niestety przy próbie przejścia po dachu przeciwległej kamienicy wydarzyła się tragedia. W wydanym 22 stycznia magazynie Siejba wydrukowano przerażającą relację z popisów Człowieka-Muchy.

Tłumy publiczności zalegały w niedzielę w południe ulicę Akademicką, gdy wreszcie na jednym z budynków ukazał się Poliński i skłoniwszy się publiczności uczepił się liny, po której począł się zwolna przesuwać ku przeciwległemu budynkowi. Gdy Poliński był już u celu – wypiął się i usiłował wskoczyć na dach. Nieszczęście jednak chciało że pośliznął się i straciwszy równowagę spadł z wysokości dwu pięter i rozbił sobie czaszkę oraz złamał rękę – czytamy w artykule Tragiczna śmierć “człowieka-muchy” we Lwowie

Wbrew pozorom upadek nie zabił Polińskiego, który wylądował głową w dół na pustym chodniku tuż przy witrynie słynnego pokoju do śniadań Teliczkowej. Akrobata został przetransportowany do szpitala. Miał pękniętą czaszkę, wstrząs mózgu i liczne złamania. Mimo natychmiastowo (jak na ówczesne warunki) podjętej akcji ratunkowej po kilku godzinach około 19:30 zmarł w wyniku krwotoku wewnętrznego. O tragicznym wypadku we Lwowie informowały później gazety w całym kraju.

Kariera Polińskiego zaczęła się od chwilowego zawahania innego kaskadera, który w związku ze złym przeczuciem odmówił udziału w karkołomnej akrobacji. Możliwe, że Człowiek Mucha powinien zachować się w podobny sposób. Gazety podawały bowiem, że w noc przed feralnym występem chciał Poliński przygotować swój testament.

Testamentu ostatecznie nie przygotował. Możliwe, że stres wciąż w nim siedział i to w połączeniu z wcześniejszymi okrzykami tłumu zmuszonego do oczekiwania do 13:00 doprowadziło do fatalnej w skutkach pomyłki. Akrobata został pochowany 19 stycznia we Lwowie w polu 61 na Cmentarzu Łyczakowskim. W pogrzebie nie uczestniczył żaden członek jego rodziny.

Po śmierci akrobaty nierozwiązaną została sprawa dochodu z lwowskiej imprezy. Część trafić miała do kieszeni śmiałka, część na konto LOPP, a część dla policyjnej świetlicy. Po śmierci Polińskiego wymienione instytucje zdecydowały się nie brać pieniędzy, które niedługo później stały się kością niezgody. Po odjęciu m.in. kosztów pogrzebu nierozliczone została wysoka jak na owe czasy kwota 4135 zł. Środki zagarnąć miał impresariat Polińskiego. Sprawa trafiła później do sądu.

Akrobata Mucha

Stefa Poliński na gmachu szkoły przy ul. Dietla 70 w Krakowie. Fot. Domena Publiczna; NAC; syg. 1-K-12533-1

Lwowska ulica błyskawicznie zareagowała na dramatyczne niedzielne wydarzenia i do znanej melodii z fragmentu Tanga Łyczakowskiego powstała pełna czarnego humoru zwrotka: Przyjechał do Lwowa taki Człowiek-Mucha, wlazł na Teliczkową i wyzionął ducha. Możliwe, że piosenki by nie było, gdyby nie słynna na cały Lwów nadwaga właścicielki pokoiku śniadań. Marian Hemar szybko podchwycił śpiewaną we Lwowie piosenkę i dopisał doń kilka kolejnych zwrotek. Utwór Akrobata Mucha śpiewała później m.in. Włada Majewska.

Nie drap się wysoko, to nie spadniesz nisko – skwitował Hemar

Na zakończenie tylko sprostujemy to co piszą na innych blogach – nie Stefan Poliński nie zginął na miejscu. Na niektórych przedstawione są zdjęcia z pożaru kamienicy przy placu Krakowskim z 1909 roku jako zdjęcia występu Człowieka-Muchy z 1928 roku. Fotografia opisywana jest jakoby “strażacy rozwieszali liny między kamienicami”.

Polecamy również:

 

Dodaj komentarz