Śmieci we Lwowie – czy jest już bezpiecznie?

Śmieci we Lwowie – czy jest już bezpiecznie?

28 maja 2016 roku wybuchł pożar na wysypisku śmieci w Grzybowicach Wielkich około 10 kilometrów od centrum Lwowa. Podczas akcji na składowisku odpadów trzech strażaków zostało przysypanych dogaszanymi śmieciami. Zginął też pracownik służby ekologicznej. Od tego dnia śmieci walają się po ulicach Lwowa. Miasto dosłownie tonie w zwałach śmieci i mimo prób rozwiązania sytuacji niewiele się zmienia. Jak wygląda śmieciowa sytuacja obecnie?

 
Aktualizacja: po śmieciowym problemie we Lwowie nie ma już śladu.
 

Akcja gaszenia wysypiska śmieci trwała praktycznie do połowy czerwca 2016 roku. Do gaszenia hałd śmieci mających tu nawet do 60 metrów wysokości używano również wsparcia lotniczego. Po miesiącach prokuratorskiego śledztwa wykluczono możliwość podpalenia wysypiska. Zgodnie z oficjalnymi ustaleniami doszło do samozapłonu, którego pośrednią przyczyną było wykorzystanie nieefektywnych technologii. Wysypisko zostało bowiem uruchomione w latach 50′ ubiegłego wieku. Służyło m.in. za składowisko odpadów dla przemysłu z całego obwodu lwowskiego. Mówiło się, że składowane mogły być tu również materiały toksyczne.

 

 

Petro Wołoszyn z Uniwersytetu im. Iwana Franki informował w czerwcu 2016 roku, że wysypisko nie było oczyszczane z gromadzącego się metanu.

 

Wysypisko eksploatowano przez wiele lat, choć nie spełniało elementarnych norm technologicznych (np. przysypywano śmieci warstwami ziemi). Gdyby je wdrożono, być może udałoby się uniknąć pożaru i osunięcia się śmieci – cytowała go “Wyborcza”.

 

Początkowo zapowiadało się, że problem wysypiska może zniszczyć karierę niektórych lwowskich samorządowców. Jeszcze w czasie trwania pożaru w czerwcu 2016 roku sesję rady miejskiej ochraniało 600 policjantów. Niewielka liczba protestujących wiedziała chyba co się szykuje…

 

 

Z początkiem 2017 roku mer miasta zwrócił się o pomoc do Polaków. Próbowano załatwić przewóz śmieci z miasta do wysypisk Rzeszowa, Lublina, Wrocławia i Łodzi. Mer Lwowa dzwonił również do prezydenta Przemyśla.
 

30 maja 2017 roku ogłoszono dniem żałoby we Lwowie. Żałoby po strażakach, którzy ponieśli śmierć w incydencie. Złośliwi twierdzili, że to żałoba po normalnym życiu, którego od przeszło roku we Lwowie nie było. Na początku czerwca 2017 roku podano bowiem, że na ulicach miasta zalega 8,5 tysiąca ton odpadów. Wyprowadzeni z równowagi mieszkańcy domagali się działań. Z początkiem czerwca we Lwowie organizowano imprezę historyczną Grand Prix Lwowa, która odwołuje się do jedynego polskiego Grand Prix z lat 1930-1933 we Lwowie stworzonego przez Małopolski Klub Automobilowy. Zdenerwowani mieszkańcy Lwowa przywitali samochody uczestników śmieciowymi blokadami rozsypanymi na ulicach miasta. Niewiele to dało.

 

 

Władze miejskie przerzucały odpowiedzialność za problem na władze centralne. “Kierowany przez was system ma dostatecznie dużo instrumentów walki ze mną, które już aktywnie wykorzystujecie” – grzmiał na Facebooku mer miasta z partii Samopomoc, który władze w Kijowie oskarżył o bierność.
 

Sytuacja stała się gorsza wraz z nadejściem lata i wzrostem temperatury powietrza. “Istnieje wysokie ryzyko zachorowań na infekcje jelitowe” – informował w II połowie czerwca Wołodymyr Zub z lwowskiej rady miejskiej. W podobnym tonie wypowiadała się Ulana Suprun pełniąca obowiązki minister zdrowia.
 

“Pod względem ogólnej liczby bakterii i miana bakterii coli grunt jest silnie zanieczyszczony. To jest wielki problem, bo one dochodzą do wody” – mówiła po przebadaniu próbek z Łyczakowa i rejonu szewczenkowskiego.

 

W centrum miasta było spokojnie. Odpady koło śmietników piętrzyły się tu jedynie wieczorami gdy zamykane są lokale usługowe, kluby, kawiarnie i restauracje. Wczesnym rankiem większość odpadów z reprezentacyjnych miejsc w centrum usuwano. Szanujące się lokale zajęły się wywozem odpadów na własną rękę. Część odpadów ze Lwowa trafiała nielegalnie na pola i lasy pod Czerkasy nad Dnieprem (700 km od Lwowa) lub nawet w okolice Odessy.

 

Im dalej od centrum, tym sprawa wyglądałanieco gorzej. Przy ulicy Głębokiej około 20 minut spacerem od samego Rynku śmieci zalegały tygodniami. Mieliśmy nieprzyjemność przechodzić nią w dniu oczyszczenia okolic śmietnika. Odór obejmował całą ulicę.

 

Władze centralne po roku zapowiedziały, że są w stanie wygospodarować kwotę 50 mln dolarów na rozwiązanie problemu śmieci we Lwowie.

 

“Czekamy, aż sytuacja we Lwowie zostanie rozwiązana, żeby nie było u nas epidemii cholery, tyfusu czy czegoś innego” – kwitowała w czerwcu Ulana Suprun.

 

 
Pod koniec czerwca 2017 roku “śmieciowe obowiązki” przejęte zostały od miasta przez Obwodową Administrację Państwową, która obiecała oczyścić miasto do piątku, 14 lipca. Wywózka śmieci ruszyła w ciągu dosłownie kilku godzin od podjęcia decyzji politycznych.
 
Wywozem zajęła się firma AVE Umwelt Ukraine. By uniknąć oszustw przy wywózce w mieście ustawiono nawet wagi, które ważyć miały każdą śmieciarkę wywożącą nieczystości z miasta. W drugim tygodniu lipca w serwisie YouTube opublikowano wideo z którego wynika, że sytuacja wcale bardzo się nie zmieniła.

 

 
Na widocznych powyżej ujęciach z drona widać stację przeładunkową AWE Lwów przy ulicy Piwnicznej. Okazało się, że część odpadów wcale nie opuszcza miasta. Śmieci są zwożone do “bazy”, zamiast na prawdziwe wysypiska. Według dostępnych informacji w ciągu dwóch tygodni wywózki zgromadzono tu 4 tysiące ton śmieci ze Lwowa. Według niektórych powstaje tu swoiste nielegalne wysypisko. Przedstawiciele AWE zapewniają, że stacja przeładunkowa zostanie wkrótce oczyszczona.

 

W czwartek 13 lipca Lwowska Rada Obwodowa zapewniła, że wywóz odpadów idzie zgodnie z planem i do piątku miasto zostanie oczyszczone. W chwili gdy piszemy te słowa jest już sobota, 15 lipca (czas na blogu podany jest w innej strefie czasowej, o trzy godziny do tyłu, stąd data publikacji 14 lipca). Ze śmietnika przy ulicy Ruskiej około 50 metrów od płyty Rynku wróciliśmy jakieś 10 minut temu. Odpadów wciąż jest cała góra, a śmietnik dalej zamaskowany jest płotem, który zobaczyć możecie na jednym ze zdjęć dołączonych powyżej. Gdyby nie charakterystyczna woń i bezdomni, którzy tu grzebią można by pomyśleć, że to po prostu jakiś remont.

 


 
Polecamy również:

 

Powiązane wpisy