Staw przy ul. Kaczeńcowej  w Krakowie – Bieńczycach

Staw przy ul. Kaczeńcowej w Krakowie – Bieńczycach

Nowa Huta i jej najbliższe okolice kiedyś nie kojarzyła się zbyt dobrze. Wciąż nie jest to wybitnie atrakcyjna część Krakowa – mało tu dobrych restauracji, kawiarni i ogólnie ładnych miejsc. Są jednak wyjątki. W dzielnicy Bieńczyce od lat ukrywa się niewielki użytek ekologiczny – staw przy ul. Kaczeńcowej w Krakowie. Dlaczego warto tu przyjść?

 

Nowa Huta kojarzy się z komunizmem, brzydkimi blokami i niezbyt ładnymi osiedlami. Są w Nowej Hucie (w Nowej Hucie w rozumieniu większości mieszkańców Krakowa czyli nie tylko w obrębie dzielnicy XVIII) miejsca, które nie wpisują się w jej generalny wygląd. Jedno z nich znajduje się przy ul. Kaczeńcowej.
 

 

Na terenie dawnej wsi Bieńczyce będącej obecnie jedną z dzielnic Krakowa nieopodal rzeki Dłubni od lat znajduje się staw będący obecnie “użytkiem ekologicznym” powołanym uchwałą rady miasta w 2007 roku. Oczywiście staw w Bieńczycach, znajdujący się między Zalewem w Zesławicach, a Zalewem Nowohuckim, jest zdecydowanie starszy.
 
Sam zbiornik o powierzchni 0,82 hektara jest częścią dawnej młynówki. Staw jest siedliskiem ptactwa wodnego, a także motyli czy brzuchonogów.
 

 
To jedno z dzikszych miejsc w Nowej Hucie. Brzegi stawu są raczej w pełni zarośnięte, chociaż nie jest tu całkowicie dziko – nad staw prowadzi niewielka asfaltowa dróżka, a nad jego brzegami znajduje się kilka ławek. W pobliżu łatwo zaparkować – jeśli nie przy drodze dojazdowej to i tak uda się łatwo zaparkować w pobliżu.
 

Osobom, które ucieszą się z potencjalnej obecności ptactwa wodnego przypominamy, że kaczek i łabędzi nie powinno karmić się chlebem. Na brzegach stawu podziwiać można stare drzewa w tym również poniki przyrody.
 

 
W niewielkiej odległości zobaczyć można starą kapliczkę z Jezusem będącą filią kościoła w Raciborowicach. Do zalet miejscówki należy to, że nie widać stąd bloków z wielkiej płyty, jest cicho bowiem w pobliżu nie przebiega żadna duża droga, nie ma tu też gromad rozwrzeszczanych dzieci bowiem miejsce nie jest tak popularne jak Zalew Nowohucki.
 

 
Wady? Tylko jedna. Właściciele dworku pomalowali go na kolor, który coś nie za bardzo pasuje do otoczenia.

 
Warto przeczytać również: